Zapiski z notatnika córki Pani Alzheimer cz.2
fot. Joy Stamp

 

Pół godziny

Wszystko się ustabilizowało. Było spokojnie i przyjemnie. Dużo rozmawiałyśmy. Ty wydawałaś się być wyciszona i spokojna. Cieszyłam się. W międzyczasie moje życie też się poukładało. Wyszłam za mąż. Byłam szczęśliwa. Przez chwilę wszystko dookoła szło dobrze.

Oczywiście miałaś problemy z pamięcią, ale one nie pogłębiały się. Jakby zatrzymały się w miejscu. Ani nie cofały się, ani nie rozwijały. Tak mi się przynajmniej wydawało i oczywiście byłam w błędzie. Coś bardzo, bardzo powolutku i skrupulatnie wymazywało Ci z głowy ostatnie wspomnienia, wydarzenia, zdania.

 

To wszystko działo się naprawdę bardzo, bardzo płynnie i powoli. Do odkładania rzeczy nie na miejsce, dopytywania kilka razy o to samo dołączyło zapominanie co mówiłaś pół godziny temu. Wydawałaś się być zagubiona. Proste czynności typu załatwianie urzędowych spraw zaczęły sprawiać Ci trudności.

 

Zdarzały się podpisane umowy na kolejny telefon komórkowy lub kolejną cyfrową telewizję. Stałaś się łakomym kąskiem dla osób, które zarabiają na kolejnej podpisanej umowie. Nieważne, że w jednej firmie miałaś podpisane umowy na dwa pakiety telewizyjne do tego samego, jednego domu. Moje wizyty u Ciebie kończyły się na bieganiu po punktach obsługi klienta i odkręcaniu tego co podpisałaś. Nie zawsze to było łatwe i nie zawsze się udawało. Na szczęście są na tym świecie jeszcze dobrzy ludzie, którzy potrafią zrozumieć sytuację drugiego człowieka. Rzadko się to zdarza, ale jednak.

To tylko sen?

Problemy zaczęły narastać. Dezorganizacja, chaos, zagubienie zagościły w Twojej głowie. Było im tam dobrze i przytulnie. Coraz lepiej się tam czuły i siały coraz większe spustoszenie. Kolejnym etapem było zapominanie gdzie co się znajduje. Nie pamiętałaś jak dojechać do różnych miejsc, w których bywałaś od czasu do czasu. Na szczęście te, które odwiedzałaś regularnie jeszcze dość mocno tkwiły w Twojej pamięci. Jeszcze przez chwilę. Miałam wrażenie jakby jakiś niedobry troll wszedł Ci do mózgu i wymazywał gumką niektóre części pamięci krótkotrwałej. To jakiś zły sen… czasami tak myślałam licząc, że za chwilkę się obudzę i znów wszystko będzie dobrze. Niestety to nie był sen, raczej koszmar na jawie.

Twój nastrój, stan psychiczny również się bardzo pogorszyły. Widziałaś co się z Tobą dzieje. Przecież to rozumiałaś. Byłaś sfrustrowana tą niemocą, ciągłym szukaniem, zapominaniem. Jak strasznie musiałaś się czuć rozumiejąc co się z Tobą dzieje! Przerażenie powoli obezwładniało Twoje myśli. Każdego dnia walczyłaś o to, żeby jak najlepiej zatuszować to, co się z Tobą dzieje. Nie chciałaś żeby ktoś zauważył. Byłaś bardzo inteligentną kobietą i świetnie sobie z tym radziłaś.

 

Osoba którą spotykałaś na ulicy i ucinałaś z nią pogawędkę w życiu nie zorientowałaby się, że jest coś nie tak. Podczas spotkań rodzinnych po prostu mniej mówiłaś albo z uśmiechem przytakiwałaś. Osoby, które nie były z Tobą bliżej nic nie wiedziały.

Przytul mnie mocno

Ja wiedziałam i widziałam. Byłam przerażona. Przecież to miała być depresja? Leki miały pomóc! I co? Co teraz? W głowie układałam najstraszniejsze scenariusze. Ty wypierałaś problem jak się dało. Próbowałam z Tobą rozmawiać. Bardzo się denerwowałaś. Nie chciałaś przyjąć do wiadomości, że to coś poważnego, chociaż w głębi duszy dobrze o tym wiedziałaś. W chwilach szczerości i przypływie emocji płakałaś. Płakałaś, że nie pamiętasz, że się boisz. Jak mogłam i byłam obok, to płakałam z Tobą tuląc Cię mocno. Próbowałam w ten sposób przekazać Ci trochę swojej siły, pokazać, że jestem ja i zawsze będę obok Ciebie. Chciałam żebyś poszła do lekarza, do specjalisty jeszcze raz. Absolutnie odmawiałaś ucinając od razu rozmowę.

Pewnego dnia powiedziałam: dość! Zapisałam Cię do neurologa i postawiłam sprawę na ostrzu noża. Musiałam to zrobić, bo żadne logiczne argumenty nie trafiały. Nie chciałaś o tym nawet słyszeć, więc zaszantażowałam Cię, że więcej do Ciebie nie przyjadę, jeśli nie pójdziemy do lekarza. Poddałaś się. Poszłaś.

Diagnoza: Alzheimer

Pani doktor przeprowadziła wywiad. Wykonała dokładnie te same testy, które miałaś wykonywane wcześniej. Padła diagnoza: Alzheimer. Boże…

Przecież wiedziałam, ale kiedy to wreszcie usłyszałam, zmroziło mnie. Ty aż zesztywniałaś.

Wróciłyśmy do domu. Obydwie płakałyśmy… w kuchni.

Nasze decyzje

Wtedy pierwszy raz poprosiłam Cię żebyś przeprowadziła się bliżej mnie. Chciałam żebyśmy były razem. Bałam się postępującej choroby. Bałam się o Ciebie, że nie dasz sobie rady. Kategorycznie odmówiłaś, tłumacząc, że dopóki dajesz sobie radę, to chcesz być w swoim domu, a jak przestaniesz sobie radzić, to mam Ci obiecać, że znajdę najlepszy dom opieki jaki istnieje i tam Cię umieszczę. Nakrzyczałam na Ciebie, że jak możesz zmuszać mnie do składania takich obietnic. Nalegałaś…

Jeszcze jako tako sobie radziłaś. Przejęłam załatwianie pewnych spraw, żeby ułatwić Ci funkcjonowanie. Rodzina też pomagała. Babcia podrzucała Ci obiady, ciocia albo wujek od czasu do czasu jeździli z Tobą załatwiać różne sprawy.

Było coraz gorzej. Alzheimer dobrze się z Tobą czuł, a Twoje życie stało się równią pochyłą.

Przed nami były kolejne bardzo trudne decyzje…

 

Zostaw komentarz!

Twój adres e-mail nie będzie widoczny.