Zapiski z notatnika córki Pani Alzheimer… cz.1
fot. Pixabay

 

To było ładnych parę lat temu

Może 5, a może 6. Nie pamiętam dokładnie, a o niepamiętaniu będzie tu sporo. Byłam młodą dziewczyną pełną życia, planów, goniłam za marzeniami. Chciałam się spełniać, czerpać z każdego dnia garściami, zwiedzać i podbijać cały świat.

Ty, zamknęłaś się w swoich czterech ścianach, po odejściu Twojej największej miłości. Na początku cierpiałyśmy razem, później każda swój ból nosiła w sercu, ale żyłyśmy oddzielnie. To było 9 lat temu, kiedy odszedł Tata, przegrał walkę z chorobą, a Ty zaczęłaś swoją kolejną walkę, ale tym razem z cierpieniem, samotnością i coraz większym zagubieniem.

Najbardziej pedantyczna osoba jaką znam

Odsunęłaś się na bok, byłaś sama i nie chciałaś tego zmienić. Ciężko Ci było przyjechać do mnie nawet na weekend. Żyłaś wspomnieniami zalewając się z ich powodu łzami każdego dnia. Byłyśmy coraz dalej. Mi też było ciężko. Zostałam sama w wielkim mieście, próbując nauczyć się dorosłego życia, a przy okazji dostając od niego kopa raz po raz. Mówiłam Ci, że trzeba to zmienić, że mamy tylko siebie, ale Ty jakby słuchałaś, zgadzałaś się ze mną przez chwilę, a później pozostawałaś głucha. Widywałyśmy się co jakiś czas w weekendy, chwilę cieszyłyśmy się sobą, a później miałyśmy siebie dość. Nerwów było sporo.

Chciałam iść do przodu. Rozwijać się. Szukać miłości. Skupić na sobie. Ty mi kibicowałaś, ale ciągle pozostawałaś sama w tym wielkim i wtedy smutnym domu.

 

Stopniowo stawałaś się roztargniona. Ty, najbardziej pedantyczna osoba jaką znam odkładałaś rzeczy nie na swoje miejsce, ciągle czegoś szukając.

 

Wszystko sobie notowałaś i w kuchni przyczepiałaś do szafek wypisane numery telefonów do ważnych dla Ciebie osób, listy z opisem co miałaś zrobić danego dnia. Kilka razy sprawdzałaś, czy na pewno zamknęłaś drzwi. Byłaś też smutna. Jeszcze wtedy nie uważałam, że dzieje się coś bardzo złego. Miałaś 63 lata, nie pracowałaś już od wielu lat, byłaś sama i samotna, myślałam, że to efekt starzenia się, może depresji po śmierci Taty.

Kto z nas nie zgubił nigdy kluczy?

Po jakimś czasie rodzina mówiła, że coś się dzieje, że zapominasz. Przecież o tym wiedziałam, ale nie myślałam, że Twoje zapominanie wykracza poza jakieś normy. Każdemu przecież się zdarza, nawet mi. Kiedy mówiłam Ci o tym, złościłaś się, że przesadzam. Myślałaś logicznie, normalnie się z Tobą rozmawiało. Myślałam, że rodzina przesadza. Jednak ja byłam te 120 km odległości od Ciebie. Codziennie rozmawiałyśmy przez telefon, nawet kilka razy dziennie, ale to przecież nie to samo.

Szukanie różnych przedmiotów stawało się coraz częstsze, zgubiłaś też klucze raz i drugi, ale to przecież jeszcze o niczym nie świadczy. Kto z nas nie zgubił nigdy kluczy? Zwłaszcza, że Twoje zawsze się odnajdowały schowane gdzieś w jakimś dziwnym miejscu. Upłynęło znów trochę czasu i czasami się powtarzałaś.

 

Zdarzało Ci się dwa razy opowiedzieć tę samą historię, albo kilka razy dopytywać o coś, o czym już Ci mówiłam z dużą dokładnością. Z tyłu mojej głowy zapaliła się wreszcie lampka plus uporczywie gderająca ciotka i babcia, które martwiły się o Ciebie, ale same nie wykonały żadnego ruchu w kierunku żeby Ci pomóc.

Chwilo trwaj

Zapisałam Cię do świetnego specjalisty, przywiozłam na prywatną wizytę. Doktor Cię zbadała, przeprowadziła odpowiednie testy sprawdzające Twoją pamięć, funkcjonowanie, kojarzenie. I co?? I nic. Depresja.

Taką diagnozę postawiła neurolog specjalizująca się w chorobach otępiennych. Dostałaś leki antydepresyjne, delikatne. Ja odetchnęłam z ulgą, bo widmo tego co najgorsze odsunęło się. Pani doktor na moje pytanie o Alzheimer’a absolutnie i kategorycznie zaprzeczyła.

Boże, jak dobrze… Kamień z serca mojego i Twojego też. Przecież wszyscy wmawiali Ci, że masz poważne problemy z pamięcią. Ty powiedziałaś: „no widzisz… po prostu starzeję się. Kocham Cię i się o mnie nie martw.” No tak, leki dosyć szybko poprawiły Twój nastrój. Zrobiło się przyjemniej i jakby lepiej ze wszystkim. Ja ze spokojem wróciłam do swoich obowiązków, Ty częściej mnie odwiedzałaś, a ja Ciebie. Było miło i było tak dobrze. Chwilo trwaj…

Cóż, niestety to była cisza przed wielką burzą, która wywróciła nasze życie do góry nogami.

 

Zostaw komentarz!

Twój adres e-mail nie będzie widoczny.